Kontynuuj W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".

Wolsztyńskie Kalendarium Powstania Wielkopolskiego



Sobota, 28 czerwca 1919 roku.

Sprawa polska weszła pod obrady Rady Najwyższej Konferencji Pokojowej w Paryżu już w dniu 29 stycznia 1919 roku. Z ramienia delegacji polskiej był na obradach obecny Roman Dmowski i Erazm Piltz. Dmowski na dwóch posiedzeniach, mówiąc po francuski i angielsku, przedstawił całokształt zagadnienia polskiego, a wiec ówczesne położenie Polski jak i program terytorialny delegacji .
          Podstawą polskich żądań był jeden z 14 punktów sformułowanych 8 stycznia 1918 roku podczas orędzia noworocznego prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Woodrow Wilsona, brzmiał on: „Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkałe przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą, oraz integralność terytorialną należy zagwarantować paktem międzynarodowym” .
          Trwające od 18 stycznia 1919 roku obrady Konferencji pokojowej w Paryżu, powoli dobiegały końca, delegacje państw sprzymierzonych po długich dyskusjach ustaliły warunki, jakie zostaną przedstawione do zaakceptowania delegacji niemieckiej . „Czas surowego obrachunku nadszedł. Prosiliście nas o pokój. Zgodziliśmy się przekazać wam jego warunki. Przedstawiamy wiec księgę pokoju”, powiedział przewodniczący Konferencji premier Francji Georges Clemenceau, rozpoczynając w dniu 7 maja 1919 roku spotkanie z delegacja niemiecką. Projekt traktatu pokojowego - „Conditions de paix avec l`Allemagne”, był surowy. Przez Niemcy przeszła w tym czasie, fala protestów przeciwko podyktowanym warunkom, koła nacjonalistyczne i wojskowe opowiadały się przeciw podpisaniu traktatu. Szczególne napięcie występowało na tle stosunku do proponowanego przez zwycięzców rozwiązania niemieckich problemów spornych z Polską.
          Ostatecznie w dniu 16 czerwca przewodniczący delegacji niemieckiej, minister spraw zagranicznych Rzeszy Ulrich von Brockdorff-Rantzau, otrzymał poprawiony tekst propozycji pokojowych. Zmiany w stosunku do projektu były minimalne. Georges Clemenceau stwierdził, że propozycje: „powinny być przyjęte albo odrzucone. Forma ich jest ostateczna”. Delegacja niemiecka otrzymała pięć dni na udzielenie odpowiedzi. Jednocześnie ostrzeżono Niemców, że jeśli odpowiedz nie nadejdzie w określonym terminie wznowione zostaną działanie wojenne. Później termin odpowiedzi przedłużono o 48 godzin.
          Punkt 27 Traktatu Wersalskiego dotyczył granic Niemiec, podpunkt siódmy precyzował odcinek linii granicznej z Polską, miała ona mieć następujący przebieg:

„… granica administracyjna Poznańskiego, aż do punktu jej zetknięcia się ze wschodnią granicą administracyjną powiatu wschowskiego; stamtąd ku północno - zachodowi, aż do punktu, który będzie obrany na drodze między miejscowościami Kargową i Kopanica: linia, która będzie obrana na miejsc, przechodząca na zachód od miejscowości: Dębowa Łęka, Brenno, Wieleń Zaobrzański, Kaszczor, Kębłowo, i na wschód od miejscowości Olbrachcice, Bukowe, Lgiń, Wijewo, Łupice, Święto; stamtąd aż do najdalej na północ wysuniętego punktu jeziora Chłop; linia, która będzie oznaczona na miejscu, a przejdzie środkiem jezior; w każdym razie miasto i stacja Zbąszyń (włącznie z punktem połączenia linii Świebodzin – Zbąszyń i Cylichów – Zbąszyń) pozostaną na terytorium polskim…”

Ponieważ granica nie była wyznaczona precyzyjnie w terenie traktat przewidywał powstanie komisji delimitacyjnej, która będzie się składała z siedmiu członków; pięciu zamianują mocarstwa sprzymierzone, a po jednym Niemcy i Polacy .
          Komisja ta wizytowała tereny przygraniczne, wysłuchując apelów ludności podejmowała ostateczne decyzję o przebiegu granicy.
Na tym kończy się niniejsze kalendarium Powstania Wielkopolskiego. Linia frontu którą wywalczyli powstańczy na kolejne 20 lat stała się granica państwową Polski. Na mocy Traktaty Wersalskiego do Polski włączono Leszno i Zbąszyń – miasta o które przez wiele dni toczyły się walki.
          Podsumowując należy stwierdzić, że wytyczona granica w tamtych warunkach była dużym osiągnięciem strony polskiej. Osiągnięta w Powstaniu Wielkopolskim linia jezior i kanałów została utrzymana i choć za granicą znajdowały się jeszcze zwarte skupiska narodowości polskiej, to wytyczenie granicy, która całkowicie zaspokajałaby aspiracje polskie było rzeczą niewykonalną. A osiągnięty rezultat, choć nie zadowalał oby stron, stanowił sprawiedliwy kompromis, który w dwadzieścia lat później, patrząc globalnie na postanowienia Traktatu Wersalskiego, stał się przyczyną jeszcze większego konfliktu światowego. Powstańczy wielkopolscy, często wraz z pokoleniem swych synów znów musieli walczyć przeciw Niemcom – wynik tej walki wszyscy doskonale znamy.



Środa, 26 marca 1919 roku

Uzupełnienie umowy o wstrzymaniu ognia na odcinku wolsztyńskim frontu zachodniego – zawieszenie broni - nastąpiło 26 marca o godzinie 1300 na zamku w Kopanicy. Ponieważ obejmowało ono swym zasięgiem dwa odcinki frontu powstańczego: zbąszyński ppor. Jerzego Kwiecińskiego i wolsztyński ppor. Stanisława Siudy, obaj ci oficerowie, wraz z ppor. Wysokim i sierż. Gościńskim stanowili polska delegację w komisji rozejmowej. Stronę przeciwną reprezentowali: kpt. Freiherr von Liliencron, por. Rohleder, ppor. Seiber i zast. ofic. Schmidt. Objęty umową obszar obejmował teren pomiędzy leśnictwem Tomica, która się znajdowała, według niemieckiej mapy sztabowej, w lesie około 500 metrów od wschodniego brzegu jeziora Chobienickiego na wysokości Nowego Kramska, a Przychodzkiem – wsią położoną około 7 kilometrów na północ od Zbąszynia na wysokości Łomnicy.
          Wyznaczono tym razem dwie linie, których patrole wojsk obu stron nie mogły przekraczać. Na interesującym nas odcinku przebiegała po stronie niemieckiej wzdłuż zachodnich brzegów jezior Chobienickiego, Grójeckiego, Nowowiejskiego i Zbąszyńskiego i nurtem Obry. Po polskiej liniami wschodnich brzegów wspomnianych już jezior, z korektami na niekorzyść powstańców w rejonach przepraw w Grójcu i Nowej Wsi Zbąskiej, które znajdowały się kilkaset metrów dalej na zachód na skraju pasa ziemi niczyjej. Wewnątrz tej strefy zabroniona była wszelka komunikacja, zarówno osobowa, jak i listowna, zezwolono jedynie na uprawę roli. Za zerwanie porozumienia miało być uważane strzelanie z jakiejkolwiek broni, pojedyncze strzały miały wyjaśniać lokalne komisje. Z frontu na odległość pięciu kilometrów miała być wycofana artyleria i zabronione patrolowanie pola walki za pomocą samolotów. Korespondencja wojskowa miała się odbywać codziennie pomiędzy godzina 12 a 13 na promie w Grójcu, placówka wysyłająca musiała wysłać dwóch nieuzbrojonych żołnierzy aż do linii posterunków przeciwnika. Moment wejścia w życie ustalono na godzinie 12 w nocy 26 marca 1919 roku. Po tym terminie ustały wszelkie incydenty na odcinku wolsztyńskim frontu powstańczego.


Czwartek, 27 lutego 1919 roku

Rozejm trewirski został podpisany około godziny 1830 16 lutego 1919 roku. Cześć badaczy interpretuje ten fakt jako koniec Powstania Wielkopolskiego. Uważają oni, że spontaniczne walki, rozpoczęte 27 grudnia 1918 roku, które później przekształciły się; w początku stycznia za sprawą przejęcia zwierzchnictwa nad wszystkimi walczącymi oddziałami przez Dowództwo Główne, a następnie wraz z objęciem dowodzenia przez generała Dowbor – Muśnickiego, w zorganizowaną wojnę wielkopolsko – niemiecką, zakończyło  właśnie podpisanie wspomnianego rozejmu. Jednak na całym froncie powstańczym trwały mniejsze lub większe potyczki zbrojne.  W okresie po podpisaniu rozejmu trewirskiego lokalni dowódcy obu walczących ze sobą stron zawierali porozumienia rozejmowe.
          27 lutego o godzinie 1110 niemiecki komendant odcinka kargowskiego kpt. Geisler, przysłał do ppor. Siudy pismo, w którym proponował spotkanie w celu omówienia kwestii związanej z zawarciem rozejmu, znormalizowania ruchu ludności przez linie frontu i wymianę informacji o stratach. Posłaniec doręczający pismo przekazał prośbę kapitana, aby podpisanie mogło nastąpić jeszcze tego samego dnia, wykorzystując obecność w dowództwie kapitana sztabu generalnego Wolfa - oficera posiadającego pełnomocnictwa do zawarcia umowy.
          Jeszcze tego samego dnia, 27 lutego, ppor. Siuda, przekazał za pośrednictwem dowódcy załogi kopanickiej, że o godzinie 1600 stawi się na moście za Kopanicą, wraz z ppor. Hądzlikiem. Po krótkim omówieniu warunków po 20 minutach od rozpoczęcia spotkania, podpisano umowę o wstrzymaniu ognia pomiędzy dowództwem IV batalionu frontu zachodniego, a dowództwem niemieckim odcinka Kargowa. Rozejm przewidywał: bezwzględne zachowanie zawieszenia broni, zaprzestanie ostrzałów ze wszelkich rodzajów broni. Ustalono, że wszelkie wiadomości o poległych i zaginionych będą przekazywane na moście kopanickim codziennie pomiędzy godziną 12 a 1 po południu.
          Linia rozejmowa rozgraniczająca oba wojska przebiegała następująco: patrząc od południa, rozpoczynała się od punktu na linii Północnego Kanału Obry na północ od Nowej Obry, linią tego kanału okrążała od południowego – zachodu Kopanicę, dalej na północ do jeziora Kopanickiego, Wielkowiejskiego i Chobienickiego. Następnie od strony półwyspu położonego na wschodnim brzegu tego jeziora, lasem przez most na Szarce położony o 700 metrów na wschód od promu grójeckiego i dalej do jeziora Grójeckiego. Na północ od jeziora rowem do jeziora Mącznego, linia w kierunku północnym (w oryginale zaznaczono, że linia ta przechodzi przez literę „P” w napisie Perziner Wald, na używanej przez obie walczące strony niemieckiej mapie sztabowej w skali 1:100 000, do jeziora Zbąszyńskiego.
          Rozejm wiec ustanawiał linię osiągnięć powstańczych przebiegającą podobnie jak po zdobyciu Kopanicy w dniu 11 stycznia, lecz w posiadaniu powstańców pozostała tylko przeprawa w Kopanicy, dwa kolejne przyczółki mostowe w Grójcu Wielkim i Nowej Wsi Zbąskiej znajdowały się o około 700 – 1000 metrów na zachód od linii i były w posiadaniu Niemców. Do podpisanej umowy rozejmowej była dołączona klauzula, iż ma ona charakter prowizoryczny i nie może kolidować z umowami zawartymi na wyższym szczeblu. Wypowiedzenie było możliwe przez jedną ze stron z 24-ro godzinnym wyprzedzeniem .
          Po zameldowania dowódcy grupy płk Milewskiemu o zawieszeniu broni, wydał on następujący rozkaz:

„Zakazuje się wszelkich działań wojennych na froncie, przedewszystkiem wszelkiej strzelaniny. Nie wolno wysyłać patroli w stronę nieprzyjaciela. Na froncie i poza frontem nie powinien paść ani jeden strzał. Odpowiedzialni za wzorowe przestrzeganie powyższego są wszyscy dowódcy. Niemcy przyrzekli dotrzymać zawieszenia broni. Milewski, pułkownik” .

Informację o zawartym rozejmie zamieszczono w porannym raporcie operacyjnym Oddziału I Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego o sytuacji bojowej z 28 lutego, znalazła się tam wzmianka: „na odcinku kopanickim zawarto rozejm” .
          Powstanie Wielkopolskie dobiegało końca. Żołnierze nadal jeszcze pozostali w okopach, coraz częściej odcinki frontu obejmowały nowosformowane oddziały Armii Wielkopolskiej. Tymczasem sytuacja na wschodniej granicy stawał się coraz bardziej poważna, wielu powstańców niedługo zostanie przetransportowana na front wschodni by walczyć z Ukraińcami i nawałą bolszewicką – ten fakt w Polsce Ludowej zaważy na postrzeganiu całego powstania – które propaganda starała się marginalizować, lub przedstawiać jako walkę klasy robotniczej przeciwko ciemiężcom. W rzeczywistości Powstanie Wielkopolskie było powstaniem ludowym – w którym brał udział cały „lud” – społeczeństwo, a nie ludowym w sensie „ludu robotniczego”. Ten fakt zaważył na wielu biografiach byłych powstańców, którzy najpierw ukrywali się podczas drugiej wojny światowej przed rządnymi zemsty hitlerowcami, a po wojnie skrzętnie ukrywali swój epizod na froncie wojny polsko – bolszewickiej.


                   
Poniedziałek, 17 lutego 1919 roku

Ostatnią większą potyczka podczas powstania była obrona Nowej Wsi Zbąskiej w dniu 17 lutego 1919 roku. Wieś ta położona na południowym brzegu jeziora Zbąszyńskiego i po zachodniej stronie Obry stanowiła dla powstańców jedyną pozycje po zachodniej stronie kanałów i jezior zbąszyńskich. Pozycję tą zapewne dzięki jej położeniu postanowili zlikwidować Niemcy.
          Plan ich natarcia przewidywał koncentryczny atak z trzech stron. Siły nieprzyjaciela stanowiły dwa bataliony strzelców gwardyjskich  wspierane dwoma pociągami pancernymi operującymi na oddalonej o trzy kilometry linii Sulechów – Zbąszyń oraz dywizjon artylerii. Broniona przez 2 kompanie II batalionu garnizonowego z Poznania, dowodzoną przez ppor. Korneliusza Manna, Nowa Wieś Zbąska, miała być zaatakowana z trzech stron. Grupa pierwsza marszem ze Zbąszynia przez Nądnie miała zaatakować z lasu na wysokości Nowej Wsi - Zamek, druga z kierunku Babimostu, a ostatnia z przedmościa w Grójcu Wielkim. Atak miał poprzedzić ostrzał artyleryjski z dwóch pociągów pancernych dywizjonu dział. Atak rozpoczął się późnym wieczorem. Po dwugodzinnym ostrzale, w stronę Nowej Wsi ruszyła piechota. Sukces niemiecki umożliwiło specyficzne położenie wsi, która z dwóch stron przylega do lasu, ten zaś umożliwił zbliżenie się na małą odległość karabinów maszynowych wroga, które ostrzeliwały jedyną drogę odwrotu powstańców przez most na Obrze znajdujący się na wschodnim krańcu wsi. Pierwsze natarcie zostało odparte, dzięki przeciwuderzeniu poprowadzonym przez ppor. Manna. Kolejny ruch nieprzyjaciel skierował na prawe skrzydło powstańców, które pod naporem rozpoczęło odwrót w kierunku mostu, nie pomógł tu już manewr odwodu pod dowództwem ppor. Manna, otrzymał on śmiertelny postrzał, co spowodowało zamieszanie w oddziale. Niemcy posiadający siedmiokrotną przewagę liczebną odcięli obrońcom odwrót w kierunku mostu, w ten sposób resztki kompanii zostały otoczone. Powstańcy bronili się zaciekle do ostatniego naboju. Na polu chwały poległo dwudziestu siedmiu powstańców, na czele z dowódcą ppor. Korneliuszem Mannem, reszta; rannych dostała się do niemieckiej niewoli. Wysłany na odsiecz oddział zdołał jedynie wyprzeć wroga na zachodni brzeg Obry, Nowej Wsi już nie udało się odzyskać.

Wraz z obroną Nowej Wsi Zbąskiej kończy się okres walk powstańczych na froncie zachodnim. Obliczona na wielką skalę ofensywa niemiecka z 12 lutego nie odniosła większych sukcesów.


Niedziela, 16 lutego 1919 roku.

W dniach od 14 do 16 lutego 1919 roku obradowała Stała Międzykoalicyjna Komisja Rozjemcza. Za miejsce spotkania z Niemiecką Komisją Rozejmową wybrano Trewir, w którym prowadzono rokowania nad warunkami przedłużenia układu rozejmowego z 11 listopada 1918 roku, który jedynie zawieszał działania zbrojne. W nocie przedstawionej Niemcom przez aliantów domagano się zmiany brzmienia wielu artykułów układu o zawieszeniu broni z dnia 11 listopada 1918 r. (przedłużonego 13 grudnia 1918 roku i 16 stycznia 1919 roku), wytknięto też złamanie 12 warunków poprzedniej umowy rozejmowej. Najważniejszą sprawą była jednak dołączona do układu nota dyplomatyczna głosząca: „Rządy państw sprzymierzonych i zaprzyjaźnionych nie mogą dopuścić do skupienia niemieckich sił zbrojnych przeciw Polsce, jak również do podjęcia kroków zaczepnych przeciwko Polakom w Poznańskiem i na innych terenach”. W związku z tym siłom zbrojnym Niemiec zakazywano przekraczania określonej linii. Na północy i zachodzie pokrywała się ona mniej więcej z zasięgiem postania w Wielkopolsce, natomiast w kierunku południowym obejmowała nie tylko takie kontrolowane przez Niemców miasta, jak Leszno i Rawicz, lecz także cześć obszar północno – wschodnich powiatów rejencji wrocławskiej oraz terytorium Górnego Śląska położone po prawej stronie Odry z Opolem włącznie. Wspomniana już linia demarkacyjna według projektów koalicyjnych, miała przebiegać na zachód od Międzychodu i Zbąszynia, a więc de iure przyznawała ona powstańcom te miasta. Do Polski planowano wysłać misję koalicyjną, która miała czuwać nad przestrzeganiem rozejmu. Umowa rozejmowa została podpisana w Trewirze w godzinach wieczornych 16 lutego 1919 roku. Gwarantowała zaprzestanie wszelkich działań ofensywnych przeciwko Polakom w Poznańskiem i na wszystkich innych terenach. W tym celu zakazano wojskom niemieckim przekraczania ustanowionej linii.
Wymuszenie przez Ententę w Trewirze zgody strony niemieckiej na ustanowienie linii demarkacyjnej w Wielkopolsce, pokrywającej się w zasadzie z zasięgiem frontu powstańczego, postawiło skuteczną zaporę dla niemieckich planów stłumienia polskiego ruchu zbrojnego, choć jeszcze często zdarzały się incydenty zbrojne, takie jak np. bitwa o Nową wieś Zbąską, powstanie jednaj formalnie można było uznać za zakończone – osiągnięcia zostały zagwarantowane przez mocarstwa koalicyjne.


Sobota, 15 lutego 1919 roku
 
Plan zdobycia przyczółka grójeckiego wykorzystywał ugrupowanie obrony niemieckiej, ponieważ sam most broniony był silnie od wschodu i północy, słabo od południa, zaś od zachodu nie był broniony wcale. Właśnie tę lukę chciał wykorzystać ppor. Siuda, po naradzie z dowódcą świeżo przybyłego batalionu poznańskiego ppor. Hądzlikiem, postanowiono przeprowadzić atak koncentryczny z kilku  kierunków: od północy z drogi Grójec Wielki – Zdzisław, frontalnie przez zamarznięte jezioro grójeckie, jej pozycją do ataku była droga Grójec Wielki – Chobienice i ostatnia grupa po przejściu zamarzniętego jeziora Chobienickiego uderzyć miała na południowo-zachodni skraj obrony wroga, z pozycji wyjściowej na skraju lasu na południe od drogi Grójec – Babimost. Atak wszystkich grup według planu miał się rozpocząć o 530 rano 15 lutego 1919 roku, na pozycjach wyjściowych oddziały miały się zjawić pół godziny wcześniej. Siły wroga stanowiły trzy kompanie piechoty wsparte kompanią karabinów maszynowych.
O wyznaczonej godzinie wszystkie oddziały zajęły przewidziane planem pozycje. Grupa wschodnia wyparła Niemców z Grójca Wielkiego i przechodząc przez Obrę nawiązała kontakt z grupą północną. Grupa południowa po przejściu jeziora Chobienickiego zbliżając się do swej pozycji, została zaatakowana przez oddział niemiecki podążający drogą z Babimostu w celu zluzowania o godzinie 6 rano załogi promu grójeckiego. Odział powstańczy zaskoczony nagłym pojawieniem się wroga został wyparty z powrotem za jezioro Chobienickie. Obie grupy polskie atakujące od północy i wschodu wypierały Niemców do chwili, aż pojawił się oddział odwodowy, który po wyparciu za jezioro części południowej, słysząc odgłosy walki, został skierowany bezpośrednio do walki o most grójecki. Obchodząc pole bitwy od zachodu Niemcy zaatakowali szykującą się do ataku grupę północną. Atak na prawe skrzydło i wzięcie oddziału ppor. Krause w ogień krzyżowy, nie spowodował jeszcze załamania w szeregach, do pomocy rzucono na zagrożone prawe skrzydło odwód, z pomocą ruszył też ppor. Moellenbrok, ranny sforsował rzekę i pod silnym ostrzałem nacierał na wroga. Chwilę później powtórnie raniony Moellenbrok poległ, jego kompania po utracie dowódcy straciła swój impet, Wróg widząc zamieszanie w szeregach przeszedł do kontrnatarcia i choć został odparty, jednak sytuacja na prawym skrzydle stawała się krytyczna. Oddział ppor. Krause cały czas wypierany był na północ do lasu położonego na wschodnim brzegu jeziora grójeckiego. Jednocześnie ostrzał rozpoczęła artyleria niemiecka z pozycji rozlokowanej w połowie drogi z Grójca Wielkiego do Babimostu. Otoczony z trzech stron Krause podjął decyzję odwrotu na wschodni brzeg jeziora. W tym czasie pierścień okrążenia się zamknął, a grupa powstańców wraz z dowódcą postanowiła bronić się do ostatniego naboju. Ostatecznie doszło do walki wręcz, powstańców dobijano bagnetami, ppor. Krause, aby nie dostać się do niewoli popełnił samobójstwo strzelając z rewolweru. Jego ciało Niemcy rozebrawszy do naga rzucili na lód jeziora Grójeckiego i strzelali dookoła jego zwłok tak długo, aż lód się załamał, szczątki bohaterskiego dowódcy spoczęły na dnie. Nieudana próba zdobycia przyczółka grójeckiego skończyła się klęską powstańców. Poległo 30 żołnierzy i dwóch oficerów ppor. ppor. Józef Moellenbrok i Edmund Krause. Rany odniosło 35 powstańców, straty niemieckie oblicza się na 40 zabitych i 70 rannych. W polskich rękach pozostał Grójec Wielki – wieś położona bezpośrednio przy moście na wschodnim brzegu Obry.


 Wtorek- Środa 11/12 luty 1919 roku


Wieczorem 11 lutego posterunki w Kargowej zauważyły ruchy po stronie wroga.
Niemcy kończyli już przygotowania do ofensywy, na wschód, ich pozycje wyjściowe stanowiły wioski wokół Babimostu i Kargowej, nasilił się ostrzał artyleryjski z rejonów Chwalimia, Karszyna i Smolna Wielkiego.
Planowali oni przełamanie frontu w dwóch miejscach, i skierowanie dalszej ofensywy na Wolsztyn. Pod Kargową, a dalej przez Kopanicę i Żodyń, oraz pod Babimostem i następnie przez Grójec Wielki, Chobienice do Siedlca. Bez wątpienia w połowie lutego wojska niemieckie podjęły generalną próbę stłumienia polskiego powstania. Po uporaniu się z rewolucja berlińską i dojściu do głosu w rządzie kół radykalnych, postanowiono zerwać z Polakami wszelkie pertraktacje i gwałtownie wystąpić przeciw ich ruchowi zbrojnemu. Dowództwo niemieckie dotychczasową postawę defensywną zamienia na działania ofensywne, dążąc do przejęcia inicjatywy strategicznej z rąk powstańców. Ofensywa ta miała się odbyć z dwóch kierunków. Zgrupowanie północne, którym dowodził generała von Belov, miało za zadanie uderzenie z rejonu Bydgoszcz - Toruń na Szubin i Żnin, jego ostatecznym celem było Gniezno. Zgrupowanie południowe pod dowództwem generała von dem Borne nacierając z rubieży Rawicz – Milicz, miała przez Krotoszyn i Jarocin wyjść również na Gniezno. Badacz powstania Tadeusz Grygier postawił tezę, że również z zachodu atak był częścią ogólnej ofensywy z rubieży Świebodzin – Sulechów, linią kolejową Zbąszyn – Poznań, i na kierunku wolsztyńskim z Kargowej i Babimostu oraz dalej przez Poznań również na Gniezno.

Termin niemieckiego ataku był powstańcom znany, informacje te dostarczył Polak ze Śląska - dezerter z 38 pułku piechoty, doniósł on, że Babimost mają atakować dwa pułki piechoty i będzie on ostrzeliwany przez kilka baterii artylerii. Przygotowanie artyleryjskie miało trwać od godziny 7 rano 12 lutego 1919 roku, przez dwie godziny, a o godzinie 9 do natarcia miały ruszyć tyraliery piechoty.
Polacy zajęli pozycje wysunięte o około 300- 400 metrów od dotychczasowych okopów pod Babimostem, nie wiedzieli o tym Niemcy i gdy ruszyli do ataku niespodziewanie zostali ostrzelani z nowo wykopanych okopów, po godzinie ponowili atak przy wsparciu pociągu pancernego, powstańcy od tego momenty podjęli odwrót. Dowódca odcinka ppor. Siuda zezwolił na odwrót w stronę Grójca Wielkiego i obronę mostu na Obrze. Na wzgórzu przed Babimostem ranny został dowódca ppor. Tomiak, to spowodowało panikę w szeregach powstańczych, rozpoczęto odwrót z Grójca w kierunku Wolsztyna, w drodze były posiłki z ppor Siudą na czele. Pierwsze wycofujące się grupki powstańców napotkano już w Nieborzy, położonej 4 kilometry od Chobienic, reszta oddziału znajdowała się w Wojciechowie dwa kilometry dalej. Wydając jak to wspomina ppor. Siuda najkrótszy w swoim życiu rozkaz do natarcia „w tył zwrot – marsz”, ruszono do kontrnatarcia. Powstańcy biegiem wpadli do Chobienic, wróg widząc, że cofające się przed chwilą oddziały powstańców nową siłą prą do przodu, wycofał się ze wsi. Za Chobienicami Niemcy ostrzeliwali się z lasu położonego około kilometra na zachód, ten opór również nie zatrzymał Polaków, dopiero po wyjściu powstańców lasu przy moście grójeckim zostali oni zasypani ogniem karabinów maszynowych ze wzgórz po drugiej stronie Obry. Siuda bojąc się ostrzału z moździerzy okopał swój odział około 200 metrów przed przeprawą, most pozostał w posiadaniu wroga.

Podobnie sytuacja rozwijała się w Kargowie. Wieczorem 11 lutego została zaatakowana Kargowa od strony Chwalimia. Na zarządzonej o godzinie 17 odprawie dowódców plutonów i sekcji, ppor. Szcześniak zdecydował, zdając sobie sprawę z przewagi po stronie wroga, na stawianie oporu w samej Kargowej. Zarządzono w nocy ostre pogotowie, zostały wydane też szczegółowe rozkazy ustalające odcinki, współdziałanie i przypominające o oszczędzaniu amunicji. Ewentualny, jeszcze wtedy, odwrót miał być przeprowadzony do Kopanicy po linii szosy i torem kolejowym. Miasto było bronione przez kompanie wielichowską i wilkowską, siły obrońców stanowiły wiec razem 314 ludzi; 1 oficer – ppor. Kazimierz Szcześniak, 7 dowódców plutonów, 27 sekcyjnych, obsługa 8 karabinów maszynowych, sekcja gońców pieszych i 12 łączników konnych. Każdy strzelec posiadał dwa granaty i 45 naboi do karabinu, lekkie karabiny były zaopatrzone w 750, a ciężkie w 2500 naboi. W rezerwie było 7000 sztuk amunicji. Polskie linie były podzielone na trzy odcinki; północny, środkowy i południowy.
Około godziny 6 rano 12 lutego 1919 roku Niemcy rozpoczęli huraganowy ostrzał artyleryjski, jedne z pierwszych pocisków uszkodziły gmach ratusza i pocztę, świadczyło to o doskonałym wstrzelaniu się w polskie pozycję artylerzystów niemieckich. Pod osłoną silnego ognia artylerii pojawiły się kolumny piechoty, początkowo z kierunku południowo – zachodniego i zachodniego od strony Chwalimia, natarcia te powstrzymały plutony sierż. Domagały i sierż. Wawrzyniaka, również na zachodzie współdziałające ze sobą plutony sierż. Smukały wraz z plutonem Wawrzyniaka po dopuszczeniu wroga na odległość 200 metrów rozpoczęły silny ostrzał z broni maszynowej, żądając mu ciężkie straty. Około godziny 8 po wycofaniu się Niemców nastał spokój. Do tego momentu w polskich szeregach nie było strat, silne zniszczenia powstały natomiast wskutek ostrzału w samym mieście, były też straty wśród ludność cywilnej. Po raz kolejny huraganowy ogień artylerii o godzinie 820 zwiastował atak, nastąpił on 10 minut później w kierunku na odcinek północny i środkowy. Około godziny 9 wobec krytycznej sytuacji oraz dużej przewagi liczebnej i materiałowej wroga, ppor. Szcześniak zdecydował się przejść do odwrotu w kierunku na Kopanicę. Jeszcze raz podjęto próbę oporu w okolicy cegielni. Wobec wielkiej przewagi wroga powstańcy wycofali się do Kopanicy, jej załoga składająca się z drużyny kopanickiej sierż. Szwaby, odpierała już ataki od strony Jaromierza i Marianic. Na szczęście w tym czasie przybyły wysłane przez ppor. Siudę posiłki; kompania wielkołęcko-kamieniecka ppor. Eckierta, oraz sierż. Kuleczka wraz z drużyną karczewską, Natychmiast po przybyciu zaatakowali oni wroga od południowego wschodu, a od północy ostatni szturm przeprowadzili wielichowianie. Kompania Eckierta zdobyła cmentarz, a posuwając się dalej odzyskała most na kanale, zdobyto też kilku jeńców. Niemcy wycofali się za kanał i usadowili się w pobliskich wsiach: Małej Wsi, Wielkiej Wsi, oraz w Zamieściu.

Wielka ofensywa wroga została powstrzymana, utracono wysunięte pozycje w Kargowie i Babimoście, linia frontu przebiegała w przybliżeniu tak jak 11 stycznia po zdobyciu Kopanicy, mimo to należy pamiętać jak wielki był to sukces strony powstańczej, udało im się powstrzymać wielokrotnie liczniejszego wroga, który dysponował nowoczesną bronią i artylerią. Osiągnięta linia frontu stanie się niedługo granica państwa polskiego, ale to jeszcze nie koniec walk…
 


Niedziela-Poniedziałek 2-3 luty 1919 roku

Pierwszego lutego 1919 roku powstańcy dowiedział się od przybyłego ze Starego Kramska Polaka, że Niemcy w sile kompani (150 ludzi, głównie ułani 10 pułku ułanów z Sulechowa) pod dowództwem rotmistrza von Kleist`a (niedawnego dowódcy sił niemieckich w Wolsztynie), zajęli pozycje w Nowym Kramsku. Podzieleni na trzy plutony rozlokowali się w okolicy kościoła, szkoły oraz majątku. Na południe w lesie pomiędzy Kolesiem a Klępskiem stały cztery działa wraz z obsługą. Istniała też groźba wzięcia jako zakładników dalszych obywateli narodowości polskiej.
Plan zorganizowania wypadu powstańczego, przewidywał uderzenie w trzech kolumnach po 60 – 70 powstańców, do każdej zostali przydzieleni przewodnicy pochodzący z Kramska, głównym zadaniem było osaczenie dowództwa ulokowanego na probostwie oraz zdobycie lub zniszczenie armat.
Początek natarcia wyznaczono na 430 w nocy 3 lutego 1919 roku. Po zbiórce oddziałów o północy na rynku w Babimoście, gdzie stanęło 152 ludzi z 3 lekkimi karabinami maszynowi, sformowano kolumny i wyruszono na pozycje. Około 50 powstańców zabezpieczało Babimost przez ewentualnym atakiem od strony Zbąszynia. O wyznaczonej godzinie wszystkie grupy osiągnęły pozycje do rozpoczęcia ataku.
Odziały niemieckie zostały częściowo zaskoczone, mimo to walka była zacięta i zakończyła się pełnym zwycięstwem powstańców . Po stronie polskiej poległo 6, a rannych zostało 17 powstańców , Niemcy stracili około 44 poległych (w tym 4 oficerów wraz z dowódcą von Kleist`em) i 50 rannych . Zdobyto 25 jeńców, 7 ciężkich i 2 lekkie karabiny maszynowe, kilkadziesiąt karabinów ręcznych, oraz duże ilości amunicji. Ponadto ręce powstańców wpadła kuchnia polowa, kilka koni i wóz dla ciężkiego karabinu maszynowego.
Za dnia, ażeby nie narażać się na kolejne straty, oddziały powstańcze wycofały się do Babimostu . Do szeregów powstańczych dołączyło wielu mieszkańców Nowego i Starego Kramska, Małych i Wielkich Podmokli oraz z samego Babimostu . Jak się spodziewano o godzinie 10 Niemcy podjęli próbę odbicia Kramska, uderzenia nastąpiło jednak w próżnię. Wróg zapewne obawiając się zasadzki nie zajął wsi, kontrolę nad nią sprawowały jedynie patrole wysyłane przez obie strony.


Sobota, 25 stycznia 1919 roku

Dowódca Grupy Zachodniej pułkownika Milewski, wydał 25 stycznia 1919 roku rozkaz zajęcia Kargowej i Babimostu. Posuniecie to było spowodowane tym, iż Niemcy wycofali się z tych miejscowości do Sulechowa, aby przegrupować swoje szeregi. Dalszą perspektywą było zajęcie pozycji wyjściowych do kolejnej próby zdobycia Zbąszynia, a następnie dużych magazynów amunicyjnych w położonej o 7 kilometrów na zachód od miasta wsi Dąbrówka Wielkopolska.
Babimost zajęła kompania wolsztyńska wraz z drużyną chobienicką, całość pod dowództwem ppor. Tomiaka, a Kargowę; kompania wielichowska ppor. Szcześniaka. Tym samym powstańcy zajęli wysunięte pozycje przed spodziewanym generalnym atakiem niemieckim.


Sobota, 11 stycznia 1919 roku

Kilka dni po bitwie o Wolsztyn, nadszedł czas na kolejne kroki militarne ze strony polskiej. Plan, opracowany na konferencji dowódców powstańczych w Grodzisku Wielkopolskim przewidywał atak na Zbąszyń, który był silnie broniony przez liczne oddziały niemieckie wsparte pociągami pancernymi. Powstańcy mieli ruszyć na Zbąszyń z dwóch pozycji, spod Łomnicy, wsi położnej kilka kilometrów na wschód od miasta i z Wolsztyna, aby atakować Zbąszyń od południa i częściowo zachodu.
Tymczasem w jakiś sposób Niemcy dowiedzieli się o tym planie i chcieli przeciwdziałać mu wyruszając z Kargowej w Kierunku Wolsztyna. 10 stycznia wróg ulokował się w Kopanicy z zamiarem dalszego marszu na wschód. Powstańcy z Wolsztyna zamiast iść na Zbąszyń musieli przeciwdziałać akcji niemieckiej.
W kierunku Kopanicy Polacy ruszyli wieczorem 10 stycznia, w liczbie około 580 osób uzbrojonych w 4 ciężkie i 8 lekkich karabinów maszynowych, na czele maszerowała kompania wolsztyńska. Wcześniej w kierunku Kopanicy został wysłany patrol. Poruszał się on na platformie kolejowej torem linii Wolsztyn – Sulechów, a jego uzbrojenie stanowił jeden lekki karabin maszynowy. Patrol ten, zdradzony przez kolonistę niemieckiego mówiącego po polsku i na skutek zacięcia karabinu maszynowego  został rozbity w lesie na północ od Jaromierza , dostał się do niewoli, w której wszyscy uczestnicy zostali dotkliwie pobici.
Plan bitwy przewidywał uderzenie z kilku kierunków.
Kompania stęszewska, po osiągnięciu wsi Podborowo miała się połączyć z drużynami z Chobienic i razem zaatakować Kopanicę od północy. Wielichowianie mieli za zadanie maszerować drogą polną Siedlec-Kopanica, uderzyć w porozumieniu z kompanią stęszewską, od wschodu i od północy w kierunku rynku kopanickiego. Wolsztynianie dowodzeni przez ppor. Stanisława Tomiaka posuwać się mieli drogą Żodyń-Kopanica i zająć przedmieście Kopanicy wraz z dworcem kolejowym. Odział rakoniewicki, wraz z drużynami z Obry i Kębłowa, po osiągnięciu Jaromierza miał się posuwać linia kanału Obry i oskrzydlić Niemców od południa z kierunku cmentarza.
Heimatschutz początkowo zaskoczony odpowiedział wkrótce ogniem piechoty i karabinów maszynowych. Niemcy, dotychczas broniąc się uparcie, wobec możliwość odcięcia od zachodu drogi odwrotu do Kargowej rozpoczęli ewakuację w stronę tej miejscowości, wykorzystali w tym celu specjalnie zbudowaną szeroką kładkę na kanale.
Walka trwała do około godziny 6 rano. Po ewakuacji części oddziałów wroga na zachód w mieście zostało odciętych około 140 żołnierzy Heimatschutz`u, strzelali oni do powstańców ze strychów i okien chowali się też w piwnicach, w nadziei na powrót własnych oddziałów, wobec tego ppor. Siuda wydał rozkaz dokładnego przeszukania wszystkich domostw. Zorganizowano też obronę od strony Kargowej na wypadek kontrnatarcia wroga.
Około trzygodzinna walka zakończyła się całkowitym sukcesem Polaków, miejscowość została zajęta z bardzo małymi stratami, tylko jeden z powstańców był ciężko ranny. Zdobycz powstańczą stanowiło 14 ciężkich i 8 lekkich karabinów maszynowych i dużą ilość amunicji, oraz dużo innego sprzętu wojskowego.
Zdobycie Kopanicy w dniu 11 stycznia 1919 roku, stworzyło dla powstańców dogodną linię obrony, Niemcy zostali odrzuceni na zachód od kanału Obry, do Kargowej i Sulechowa, gdzie dokonywali reorganizacji oddziałów. Wolsztyn, a wiec główna pozycja na tym odcinku został dzięki tej bitwie należycie zabezpieczony. Nadszedł czas na zorganizowanie stałej obrony na dotychczasowej linii frontu powstańczego.

 


Niedziela, 5 stycznia 1919 roku

Wieczorem 4 stycznia największe skupiska oddziałów polskich znajdowały się w Rakoniewicach i Wielichowie, inne grupy powstańców były w drodze do tych miejscowości i dalej do Adamowa pod Wolsztynem. Około godziny 4 w nocy po odprawie na Rynku w Rakoniewicach powstańcy ruszyli w miejsce koncentracji – do Adamowa. Przed rozpoczęciem bitwy nastąpiła jeszcze ostatnia odprawa dowódców poszczególnych oddziałów, również sami powstańcy dowiedzieli się o szczegółach planu zdobycia miasta. Dokonano podziału sił i wyznaczono im dokładne linie natarcia na miasto. Utworzono cztery zgrupowania, które miały wejść do miasta z następujących kierunków:

- wzdłuż ulicy Fabrycznej w kierunku na dworzec

- wzdłuż ulicy Lipowej w kierunku na Rynek i dalej w rejon starostwa,

- od strony Karpicka w kierunku na Rynek i dalej w kierunku starostwa.

- grupy z Niałka Wielkiego i Obry z kierunku ulicy Poniatowskiego w stronę przejazdu kolejowego.

Podporucznik Siuda ze swoja grupą poruszał się z Rakoniewic w kierunku Rostarzewa.

Krótko po godzinie 600 rano 5 stycznia 1919 roku w powietrze wystrzelono białą flarę - znak rozpoczęcia ataku. Oddziały z Adamowa podeszły pod miasto bez walki. W rejonie placu Kościuszki Niemcy rozpoczęli ostrzał z karabinów maszynowych. Oddział nacierający z kierunku Widzimia, został ostrzelany z zabudowań majątku Berzyna. Nie powiódł się atak z kierunki Niałka. Atak z Karpicka okazał się skuteczny, zajęto ulicę Poznańską, którą ostrzeliwali Niemcy ulokowani na drugim jej końcu w pobliżu jeziora Wolsztyńskiego, opór ten udało się szybko złamać. Zajęto dzięki temu ulicę Wschowską, Rynek, oraz Kościelną. Zacięte walki rozpoczęły się również na ulicy Biała Góra, wróg strzelał z dostępnej mu broni, a więc z karabinów ręcznych i maszynowych. Strzały padały z okien, dachów, bram i innych ukryć. Na skutek tego kolumna powstańców podzieliła się na dwie części, które równolegle posuwały się wzdłuż murów po obu stronach ulicy, z karabinami skierowanymi w przeciwległe okna. W toku walk udało się jednak osiągnąć skrzyżowanie ulic Biała Góra i 5-go Stycznia, tym samym połowa miasta wraz z ratuszem została opanowana przez powstańców. Na tym etapie ginie pierwszy powstaniec Antonii Przybylski z Jurkowa. Poległ on na wysokości „pastorówki” do dziś na ścianie szkoły specjalnej jest tablica upamiętniająca tą ofiarę bitwy o Wolsztyn.

Około godziny 10 sytuacja się ustabilizowała, powstańcy nie byli już w stanie zdobyć dalszego terenu – bronionego zaciekle przyczółka niemieckiego po wschodniej stronie przejazdu kolejowego.

W tej sytuacji niemieccy obywatele popierani przez radnych miejskich, widząc krytyczną sytuację, wystąpili z propozycją zawieszenia broni.

Tymczasem w oddalonym o siedem kilometrów na wschód od Wolsztyna Rostarzewie, ppor. Siuda, porządkował po walce swój oddział. Atak na Rostarzewo przeprowadzony został planowo. Miejscowość została zajęta, Niemcy porzucając broń albo się poddali albo uciekli do lasu w okolicy Nowych Tłok.

Około godziny 10, z ratusza wolsztyńskiego wyszła delegacja niemiecka, składająca się z niemieckiego burmistrza Lacknera i lekarza wojskowego kpt. dr. Kallmanna, doszli oni do polskich linii na ulicy 5-go Stycznia. Spotkanie parlamentariuszy nastąpiło na mostku obok kowala Eckierta (rejon obelisku Konstytucji 3-maja), udano się na rokowania rozejmowe, trwały one około 5 godzin.

Tymczasem powstańcy gromadzili się na rynku miejskim oczekując przybycia swych delegatów. Około godziny 1530 na miejscu pojawił się ppor. Zenkteler, i z samochodu ogłosił zebranym powstańcom warunki świeżo podpisanej umowy. Ta jednak nie weszła w życie ponieważ podczas jej odczytywania padł strzał z karabinu, który spowodował nagły atak powstańców na pozycje niemieckie. Wróg widząc pędzących powstańców porzucał broń i uciekał w kierunku Powodowa, pościg dotarł aż na przedpole Kopanicy. Wolsztyn był Wolny.

Po zakończonej walce oddziały powstańcze zebrały się ponownie na Rynku. Uporządkowano oddziały i kompanie przygotowywały się do odjazdu do swych miejsc zamieszkania. Ppor. Zenkteller, uważając swą misję za zakończoną oddał władze w ręce przewodniczącego wolsztyńskiej Rady Ludowej Pyszkowskiego, a sam pojechał do siedziby dowództwa okręgu w Buku.

Tego samego dnia nie powiódł się powstańczy atak na Zbąszyń, w literaturze nazywany: „Pierwszą wyprawą zbąszyńską”.

 


Sobota, 4 stycznia 1919 roku

Z zadaniem rozpoznania sił wroga w Rostarzewie zostały wysłane patrole, efektem tego rekonesansu było potwierdzenie, że we wsi stacjonuje, przybyła przed północą z Wolsztyna, silna załoga niemiecka, licząca przeszło 200 żołnierzy. Niepokojący ruch panował też wśród niemieckich osadników w Głodnie i Wiosce. Kolejny patrol powstańczy, wysłany już 4 stycznia o godzinie 8 rano zameldował o ruchu silnej kolumny niemieckiej w kierunku na Rakoniewice. Nadchodził czas pierwszej bitwy powstańców z wrogiem w naszej okolicy.

Rakoniewice i Rostarzewo rozdziela około kilometrowej głębokości las, to właśnie z tego miejsca i z kierunku Głodna i Narożników, około godziny jedenastej zaczęły wyłaniać się tyraliery wroga. W tym samym momencie zaalarmowano załogę pobliskiego Wielichowa, ogłoszono alarm, i ruszono z odsieczą do Rakoniewic. Istnieją też informacje, że w bitwie rakoniewickiej wziął udział oddział wolsztyński Buszkiewicza. W tym samym czasie ppor. Siuda widząc silny zagon nieprzyjaciela idący z kierunku Głodna, przesunął cześć załogi z folwarku, który nie był atakowany, na zagrożony odcinek na środku linii. Oddział wysunięty w kierunku Rostarzewa rozpoczął planowy odwrót do linii zabudowań. To pozwoliło na otwarcie ognia z karabinu maszynowego, ustawionego pod krzyżem na skrzyżowaniu dróg do Rostarzewa i Winnicy. W tym samym momencie wróg natarł na dworzec i nieco później na folwark. Polski karabin w pewnym momencie się zaciął i umożliwiło to nieprzyjacielowi przejście do szturmu. Dotarli oni do pierwszych zabudowań, jednak w tym momencie zgodnie z planem do natarcia ruszył najsłabiej uzbrojony odwód skupiony w folwarku. W tym czasie na pole bitwy dotarła również kompania wielichowska, jej trzy plutony zostały skierowane na zagrożone odcinki. Ten niespodziewany kontratak powstańców spowodował panikę w szeregach wroga, który w popłochu rozpoczął odwrót. W ślad za wycofującymi się Niemcami ruszyli też Polacy. Ścigali ich, aż za zachodni skraj lasu na drodze do Rostarzewa, tam już na otwartym terenie ostrzał z broni maszynowej rozpoczęła załoga rostarzewska rozlokowana w cegielni po lewej stronie drogi. Zwycięska, czterogodzinna, bitwa była skończona. Czas zwrócić oczy w kierunku Wolsztyna…


Czwartek/piątek - 2/3 stycznia 1919 roku

 Akcja zbrojna na odcinku zachodnim Powstania Wielkopolskiego rozpoczęła się w nocy z 2 na 3 stycznia 1919 roku, wysłaniem przez ppor. Stanisława Siudę części kompani grodziskiej do Opalenicy, w której nastąpiła koncentracja oddziałów do ataku na Nowy Tomyśl. Tego samego dnia (3 stycznia) w południe z Grodziska wyruszyła grupa około 40 powstańców uzbrojonych w jeden ciężki i dwa lekkie karabiny maszynowe pod dowództwem Siudy, która skierowała się w stronę Rakoniewic.
Z Opalenicy powstańcy ruszyli na Nowy Tomyśl. Pierwszy odcinek pokonali pociągiem, na pierwszej mijanej stacji w Porażynie zostawiono załogę, która stanowiła odwach dworcowy. Po dotarciu do Sątopów i obezwładnieniu niemieckiego zawiadowcy, około godziny 300 w nocy 3 stycznia 1919 roku, grupa powstańców zasilona jeszcze ochotnikami z pobliskiego Bukowca ruszyła w stronę celu. Oddział poruszający się dalej pociągiem wjechał bez przeszkód do Nowego Tomyśla i zajął stację, obsadzoną przez ośmioosobowy odwach, który nie stawiał oporu, posuwał się dalej w kierunku miasta. Druga grupa po godzinnym marszu dochodząc do miasta, skierowała się pod gmach pruskiej Komendy Uzupełnień, którą po krótkiej wymianie zdań z zabarykadowanym w niej podoficerem zajęła, wypuszczając całą kilkunastoosobową załogę do domów. Podobnie bez oporu w ręce powstańców przeszły budynki starostwa powiatowego, ratusz, komisariat obwodowy, poczta i inne instytucje o charakterze publicznym. Nowy Tomyśl przeszedł pod władzę polską bez jednego wystrzału, źródła podają, że pojedynczy strzał tej nocy padł z karabinu, zadowolonego z zajęcia miasta powstańca.
Podporucznik Siuda w południe 3 stycznia wyruszył z Grodziska w stronę Rakoniewic, wraz z 40 osobowym oddziałem uzbrojonym w jeden ciężki i dwa lekkie karabiny maszynowe. Po dotarciu do Ruchocic, tamtejszy proboszcz ksiądz Paweł Białas poinformował o niemieckim patrolu w Rakoniewicach, połączył się telefonicznie z komendą w nieodległym Wielichowie przedstawiając dowódcy oddziału wielichowskiego sytuację. Z okolicznych wiosek przyłączyli się dalsi powstańcy, oddział liczył już 60 ochotników, z których każdy miał karabin z zapasem amunicji. Wiadomość o Niemcach w Rakoniewicach spowodowała, że przezorny ppor. Siuda podzielił swe siły na dwie grupy. Jedna miała się posuwać wzdłuż toru kolejowego i z rejonu dworca zając miasto od strony północnej, oskrzydlając tym samym załogę wroga. Druga miała dalej maszerować drogą i wejść w zabudowania od wschodu. Niemiecki patrol, widząc znajdujących się 800 metrów za miastem powstańców, zaniechał niszczenia linii telefonicznej i po oddaniu kilku strzałów pospiesznie wycofał się do Rostarzewa. Tymczasem pod Rakoniewice podchodziła od północy i wschodu grupa ppor. Siudy, zaś od południa (telefonicznie wezwana) podwieziona koleją wąskotorową do Dębska, i dalej maszerująca wraz z patrolem konnym Konstantego Bzyla, kompania wielichowska.
Rakoniewice przeszły pod kontrolę powstańców. Z miejsca stały się centrum akcji powstańczej w terenie, do miasta ściągały większe i mniejsze grupy powstańców. Przygotowywano się na spodziewane natarcie niemieckie które miało odbić Rakoniewice.


Wtorek 31 grudnia 1918 roku

Powstańczy przejmują kontrolę nad Ostrowem Wielkopolskim, Odolanowem, Obornikami, Rogoźnem, Kościanem i kilkunastoma innymi miejscowościami. Znaczny obszar Wielkopolski znajduję się już pod władzą sił powstańczych, kolejne miejscowości przyjdzie już niestety zdobywać bronią. Najbliżej Wolsztyna w Wielichowie, Grodzisku i Opalenicy, powstańcy przygotowują się do marszu na zachód.

Tymczasem kolejną większą formacją, która wzmocniła niemiecką załogę Wolsztyna był batalion Heimatschutz`u (około 450 żołnierzy), który nadszedł 31 grudnia1918 roku (źródła różnie podają datę wejścia Niemców do Wolsztyna w przedziale od nocy z 28 na 29 grudnia do 1 stycznia), wraz ze szwadronem kawalerii z 10 pułku ułanów sulechowskich dowodzonym przez por. von Frankenberga oraz całą czterodziałową baterią armat polowych. Dodatkowo na uzbrojeniu było około sześciu ciężkich karabinów maszynowych. Dowództwo nad wszystkimi siłami w mieście sprawował rotmistrz von Kleist, Komendantem garnizonu wolsztyńskiego został budowniczy z Wolsztyna, major rezerwy Fritz Nessler, zaś jego adiutantem ppor. Vater syn nauczyciela z Karpicka. W mieście władze przejmuje wojsko. W kluczowych miejscach stanęły armaty, tworzone są stanowiska karabinów maszynowych, rozpoczynają się przeszukania w domach, które były następstwem, wydanego przez dowódcę garnizonu, zakazu posiadania broni przez Polaków. Kontrolowano rozmowy telefoniczne. Brutalnie rozpędzano Polaków zebranych na nabożeństwach, którzy z braku miejsca nie mieścili się we wnętrzu świątyni. Rozwiązana została Rada Robotniczo Żołnierska, w jej miejsce powstała Rada Żołnierska Garnizonu, w całości kontrolowana przez Niemców. Buszkiewicz który sprzeciwił się rozwiązaniu rady miał zostać aresztowany Tak właśnie wyglądały pierwsze dni 1919 roku w naszym mieście.


Poniedziałek 30 grudnia 1918 roku


Czwarty dzień Powstania Wielkopolskiego. Poznańskie koszary 6 pułku grenadierów, tego samego który sprowokował zajścia z 27 grudnia, zajęli powstańcy. Dotychczasowa załoga, na podstawie podpisanej umowy, opuszcza miasto z bronią w ręku i udała się w kierunku Szczecina (żołnierze ci wezmą jeszcze udział w walkach przeciw powstańcom) W polskich rękach jest Gołańcz, Śrem, Wągrowiec i Wronki. Pod Zdziechową odparto uderzenie niemieckie w kierunku Gniezna.
W Grodzisku Wielkopolskim trwa organizacja kompanii powstańczej dowodzonej przez ppor. Józefa Skrzydlewskiego. Nastroje wśród polskiego społeczeństwa są coraz bardziej bojowe. Z dnia na dzień powiększa się obszar kontrolowany przez powstańców, błyskawicznie powstają oddziały, które dotąd szkolone w ukryciu teraz przejmowały władzę i rozbrajały posterunki pruskiej policji. Jednak w Wolsztynie atmosfera była zupełnie inna… Pojawiały się pogłoski o wzmocnieniu niemieckiej załogi wojskowej miasta.
Działacze polscy w Wolsztynie od początku powstania Rady Robotniczo Żołnierskiej podejmowali starania, aby miasto nie zajęły wolska niemieckie, stąd gwałtowne wystąpienie proboszcza gościeszyńskiego księdza Alfonsa Graszyńskiego na jednym z posiedzeń wolsztyńskiej Rady. Oświadczył on, że nie pozwoli żadnemu oddziałowi Grenzschutz`u przejść przez Gościeszyn, oraz że sformowane przez niego patrole ubezpieczają wszystkie dojścia do wsi, w której zgromadzono wystarczające zapasy broni pozwalające na podjęcie walki z zaborcą w każdej chwili. Groźby te jednak na nic się nie zdały, Wolsztyn był zbyt ważnym punktem na mapie wojskowej zachodniej Wielkopolski, wraz ze Zbąszyniem i Lesznem miał tworzyć oś niemieckiej linii obrony przed akcją powstańczą.  
 


 Niedziela 29 grudnia 1918 roku

Oswobodzone zostają kolejne miejscowości; Gostyń, Witkowo, Wielichowo i Grodzisk Wielkopolski. To właśnie z Grodziska już niebawem wyruszą odziały na zachód ku granicy prowincji poznańskiej. Trzeba podkreślić że miasta te wyzwalano bez rozlewu krwi, na drodze rokowań z garnizonem niemieckim, bądź umów dwustronnych. Ważnym czynnikiem była struktura narodowa mieszkańców danego terenu. Opalenica, Grodzisk, czy Wielichowo to były miejscowości z przewagą ludności polskiej nie było więc przeszkód żeby przejąć władze; czując za sobą poparcie większości społeczeństwa. Im dalej na wschód tym Niemcy czuli się bardziej zagrożeni. Wolsztyn w planach miał być broniony przez duże siły, zapewne od momentu wybuchu powstania organizowana była grupa, oparta o oddziały skoszarowane w Sulechowie, która miała ruszyć na zachód przez Wolsztyn, Rakoniewice do Grodziska. Wojskowi niemieccy nie wzięli jednak pod uwagę skali ruchu polskiego i jego zdeterminowania. Obie strony szykowały się do konfrontacji.


Sobota, 28 grudnia 1918 roku

Minął dzień od wybuchu walk powstańczych w Poznaniu, wieść o tych wydarzeniach obiegła lotem błyskawicy całą Wielkopolskę. Było to możliwe, ponieważ bez przeszkód działała sieć telefoniczna w całej prowincji. Dla starszych czytelników jest to o tyle paradoksalne, że pamiętają trudności z połączeniem telefonicznym jakie miały miejsce po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego w 1981 roku, z kimkolwiek choćby z sąsiadem, a przed dziewięćdziesięciu laty można było po prostu zadzwonić…  Poza telefonem dostępnym w budynku wolsztyńskiej poczty i w urzędach, mieli go również niektórzy kupcy, i tak na przykład handlujący bydłem pan Szymański miał telefon o numerze 24, sprzedawca artykułów żelaznych pan Łukomski numer 20, prowadzący „oberżę” Ankiewicz miał telefon z numerem 4… Możliwe jest więc, że otrzymali oni wiadomości od znajomych w Poznaniu już 27 grudnia wieczorem. Tymczasem tego samego dnia, do Wolsztyna wkroczył oddział wojskowy, była to  kompania piechoty (około 100 – 150 żołnierzy) złożona przeważnie z okolicznych kolonistów niemieckich. Wojsko to zajęło pomieszczenia seminarium nauczycielskiego (budynek dzisiejszego LO), w którym podczas wojny mieścił się wojskowy szpital rezerwowy. Niemcy wykorzystali w ten sposób ochronę, jaką zapewniały im umieszczone na budynku znaki czerwonego krzyża. Po ulicach miasta zaczęły krążyć uzbrojone patrole wojska…
Powstanie dopiero się zaczynało. Pierwszego dnia opanowano większość obiektów w Poznaniu; pocztę, dworzec kolejowy, oraz kilka fortów poznańskiej twierdzy. Po obu stronach byli ranni i zabici, z ran umierają pierwsi powstańcy, Franciszek Ratajczak i pochodzący ze Stęszewa, Antoni Andrzejewski. W polskich rękach jest Kórnik i kilka innych miejscowości w najbliższej okolicy Poznania. Następnego dnia 28 grudnia, Polacy przejmują kontrolę nad kolejnymi obiektami w Poznaniu. Opanowano cytadelę, cześć budynków koszarowych w mieście, oraz plac ćwiczeń w Biedrusku. Tymczasowym przywódcą powstania zostaje kapitan Stanisław Taczak, którego NRL mianowała majorem. Wyzwolone zostały Szamotuły, Września, Trzemeszno, Środa, Buk, Pniewy i Opalenica.

Kolejne odcinki „kalendarium” skupią się na odcinku zachodnim Powstania Wielkopolskiego, nie będą to całościowe opisy walk, które znacznie przekraczałby ramy tego miejsca, jedynie krótkie wzmianki, opisujące dzień po dniu zdobycze powstańcze.



Podpis: Rozbrajanie armii niemieckiej fortach poznańskich. Malował Leon Prauziński. Pocztówka. Zbiory własne autora.


Piątek, 27 grudnia 1918 roku

Iskra na beczkę prochu padła następnego dnia od przyjazdu Paderewskiego, 27 grudnia 1918 roku. Tego dnia zorganizowano wielki pochód dzieci polskich pod „Bazar”, w demonstracji brało udział według źródeł pod opieką oddziałów Straży Ludowej około 10-12 tysięcy dzieci (prawdopodobnie było ich około 2-3 tysięcy),  na chodnikach towarzyszyły im tłumy dorosłych. Po południu w salach „Bazaru” odbył się bankiet na cześć Ignacego Paderewskiego i towarzyszących mu oficerów alianckich. Wszystkie te wydarzenia, które stanowiły wielką demonstracje polskości spowodowały kontrakcje niemiecką. Przywódcy Niemieckiej Rady Ludowej, redaktorzy gazet niemieckich i cześć korpusu oficerskiego poznańskiego garnizonu, postanowili przejąć inicjatywę w swoje ręce. Za najbardziej drażniący fakt uznano wywieszenia przez Polaków flag państw koalicyjnych, a wiec tych samych, przeciwko którym armia niemiecka jeszcze dwa miesiące wcześniej prowadziła działania wojenne, a które Polacy uznawali za znaki swoich sprzymierzeńców. To właśnie sprawa flag, które usuwane przez Niemców już 26 grudnia, i wciąż wywieszane na nowo, stała się „cassus belli”, konfliktu polsko – niemieckiego.
Niemieccy nacjonaliści planowali zorganizować uroczysty pochód, niedawno przybyłego z frontu zachodniego, 6 pułku grenadierów, który w połączeniu z manifestacją, jaka tego dnia odbyła się przed gmachem Teatru Wielkiego miała stanowić przeciwwagę dla podobnych działań ze strony polskiej. Pochód niemiecki miał, co należy podkreślić, nielegalny charakter, dowództwo V Korpusu Armii nie wyraziło zgody na udział w nim żołnierzy, ci jednak otrzymawszy nieformalne przyzwolenie swoich oficerów wzięli udział w manifestacji, część z nich była uzbrojona, dołączyli również do nich oczekujący przed koszarami Niemcy mieszkający w Poznaniu . Jeden z niemieckich uczestników pisał później:

„…wojska te były oburzone wyłącznie polskim i wrogim oflagowaniem niemieckiego miasta i urządziły koło południa pochód, do którego przyłączyli się liczni Niemcy zwłaszcza kobiety i dziewczęta…”.

Pochód, który wyruszył z terenu koszar pułku grenadierów i ogrodu zoologicznego, posuwał się w stronę centrum miasta pod „Bazar”. Po drodze, zdemolowano biura Komisariatu NRL, i inne budynki, w których funkcjonowali Polacy – Bank Związku Spółek Zarobkowych, kawiarnię i zakład krawiecki w rejonie Placu Wolności. Podczas tego marszu jego uczestnicy, śpiewając nacjonalistyczne pieśni, zrywali flagi koalicyjne, strzelano również z rewolwerów i karabinów .

W odpowiedzi na te działania, Polacy podjęli działania obronne, pod ostrzeliwanym Bazarem, w którym znajdował się Paderewski, oraz towarzyszący mu oficerowie koalicyjni pojawiły się oddziały Straży Ludowej. Przybyły również zaalarmowane grupy bojowe Polskiej Organizacji Wojskowej i kompanie Służby Straży i Bezpieczeństwa. Wszystkie te oddziały według Karola Rzepeckiego pojawiły się pod „Bazarem” około godziny piątej po południu; w tym momencie Powstanie Wielkopolskie stało się faktem. Ostatnie formacje polskie przybyły godzinę po ogłoszeniu alarmu, były to kompanie Służby Straży i Bezpieczeństwa, jedną z nich była uczestnicząca półtora miesiąca później w walkach na odcinku wolsztyńskim, dowodzona przez ppor. Edmunda Krause, 2 kompania stacjonująca w forcie „Rauch”. Jak potwierdzają wspomnienia uczestników tamtych wydarzeń dziś nie sposób ustalić kto pierwszy otworzył ogień: Polacy, czy Niemcy. Powstanie wybuchło… Nikt nie wiedział co przyniesie kolejny dzień…



Hołd dzieci polskich złożony Ignacemu Paderewskiemu przed Bazarem  w Poznaniu w piątek 27 grudnia 1918 przed południem. Malował Leon Prauziński, pocztówka, zbiory własne autora.


 


 Czwartek, 26 grudnia 1918 roku

Kilka dni wcześniej do Poznania dotarła wiadomość o przyjeździe do Polski Ignacego Paderewskiego, był on dla ówczesnego pokolenia symbolem, znano powszechnie jego wpływ na prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Wilsona i jemu przypisywano sformułowanie punktu 13 (dotyczącego odbudowy niepodległego państwa polskiego) sławnego orędzia do Kongresu USA z 8 stycznia 1918 roku, który stał się później podstawą rokowań pokojowych z Niemcami po rozejmie z 11 listopada . Pierwotnie Paderewski miał przejechać koleją z Gdańska do Warszawy z pominięciem Wielkopolski. Celem wizyty w Polsce, było spotkanie z Józefem Piłsudskim i załagodzenie konfliktu pomiędzy nim, rządem Jędrzeja Moraczewskiego, a kierowanym przez Romana Dmowskiego Komitetem Narodowym Polskim w Paryżu. Chodziło głównie o wypracowanie wspólnego stanowiska Polski na rozpoczynającej się niebawem Konferencji Pokojowej. Wobec rysującej się po zakończeniu działań wojennych szansy na uzyskanie dla Polski, nie tylko sprawiedliwych granic, ale i innych przywilejów. Paderewski jadąc do stolicy państwa według wielu miał objąć stanowisko premiera, godząc tym samym spory i tworząc gabinet o charakterze „rządu jedności narodowej” .
Członkowie Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej dowiedziawszy się o mającej nastąpić wizycie Paderewskiego, natychmiast podjęli starania by trasa przejazdu wiodła przez Poznań. W tym celu jeden z komisarzy; Wojciech Korfanty, udał się do Gdańska, dokąd przypłynął Paderewski i oficjalnie zaprosił go do odwiedzenia Poznania , celem wizyty miało być omówienie, z politykami poznańskimi, spraw związanych z uczestnictwem przedstawicieli Wielkopolski w nowym rządzie i sejmie polskim, oraz niewątpliwie, ustosunkowaniem się Warszawy do ewentualnej walki zbrojnej z Niemcami .
Natychmiast utworzyły się komitety powitalne i podjęto zakrojone na szeroką skalę przygotowania do powitania dostojnego gościa. Fakty te spowodowały nieuchronnie reakcję ze strony rządu niemieckiego, który obawiając się nieobliczalnych skutków politycznych zdecydował się nie dopuścić do wizyty. Formalnie do komendy V Korpusu Armii w Poznaniu skierowano telegraficznie zarządzenie Urzędu Spraw Zagranicznych Rzeszy zakazujące wjazdu Paderewskiego do Poznania . Delegacja, w której skład wchodzili oficerowie koalicyjni - komandor Rawlings i pułkownik Wade, miała od razu po przybyciu do miasta zostać poinformowana o tym fakcie i skierowana dalej w kierunku Warszawy. Informacja o tym za sprawą Polaków kontrolujących urzędników niemieckich dotarła do szerokiej opinii publicznej. Nastąpiły spontaniczne demonstracje ludności polskiej, w rejonie dworca kolejowego zebrał się tłum wyczekujący na przyjazd pociągu, Niemcy wyłączyli na dworcu światła, skutkiem czego miasto rozbłysło światłem tysięcy pochodni . Samo powitanie, przy wyłączonych przez władze niemieckie światłach, w świetle pochodni nastąpiło na dworcu kolejowym. Następnie goście udali się powozami, do „Bazaru”, gdzie Paderewski wygłosił jeszcze tego wieczoru przemówienie do tłumu zebranego na ulicy .



Przyjazd Ignacego Paderewskiego w towarzystwie oficerów angielskich w czwartek 26 grudnia 1918r. Malował Leon Prauziński, pocztówka, zbiory własne autora.

 


 Sobota, 14 grudnia 1918 roku
 
Po miesiącu od ogłoszenia zawieszenia broni na froncie zachodnim do miasta dociera pierwsza duża grupa wolsztynian narodowości polskiej, zdemobilizowanych z armii pruskiej. Jak czytamy w przekazach źródłowych, przybyłych wprowadza do kościoła farnego ksiądz proboszcz, dziekan wolsztyński, Leopold Zygarłowski. Wszyscy uczestnicy pochodu mieli kokardki w barwach narodowych prawdopodobnie takie same z jakimi za ponad dwa tygodnie ruszą do walki z bronią w ręku. Na czele pochodu niesiono chorągiew w biało-czerwonych barwach i śpiewano pieśń: „Kto się w opiekę” Niektóre okna na trasie pochodu ustrojone była w barwy polskie. Podczas mszy kazanie wygłosił proboszcz, jego głównym przesłaniem było, aby póki co, nie podejmować pochopnych kroków, bo godzina ostatecznej rozgrywki jeszcze nie nadeszła.
Trzeba pamiętać, że Wolsztyn nie był miastem całkowicie Polskim, wręcz przeciwnie struktura narodowościowa była tu o wiele bardziej złożona niż w miejscowościach położonych bliżej Poznania. Przytoczmy w tym miejscu zestawienie opracowane przed prawie stu laty przez Karola Rzepeckiego, obrazujące stan ludności na 1 grudnia 1910 roku:
 

Miejscowość
Liczba ludności
Polacy
Niemcy
Żydzi
 
Ewangelicy
Katolicy
Babimost
1886
311
826
724
14
Buk
3737
2952
557
57
155
Grodzisk
5828
4265
1109
214
173
Kościan
7809
6029
1196
459
111
Krzywiń
1860
1512
302
25
21
Kargowa
1612
220
1150
202
36
Kopanica
861
224
331
276
-
Leszno
17 156
2365
9166
4497
802
Nowy Tomyśl
2015
212
1504
159
98
Opalenica
3529
2638
685
176
2
Rakoniewice
2173
938
925
213
73
Rostarzewo
1172
169
951
52
-
Stęszew
1618
1455
111
31
20
Wolsztyn
4509
1777
1646
861
190
Wielichowo
1864
1714
104
30
10
Zbąszyń
4473
1512
2006
831
107

 
Jak widać z tabeli, już pobieżna analiza pozwala na wysnucie pewnych wniosków. Wolsztyn zamieszkiwali przedstawiciele trzech narodowości, przewagę mieli Niemcy, oto rozkład procentowy:
 
  
Ogółem
4509 = 100%
Polacy
39,4 %
Niemcy Ewangelicy
36,5 %
55,6%
Niemcy Katolicy     
19,1
Żydzi  
4,2
Inni 
0,8 %
 
Stąd też Powstanie Wielkopolskie w naszym mieście przebiegało później w ten właśnie sposób, że wobec przewagi ludności niemieckiej dodatkowo zasilonej garnizonem wojska w sile batalionu (ok. 500 żołnierzy), wyczekiwano pomocy z zewnątrz. Miasto było pod kontrola niemiecką, pisze o tym jeden z późniejszych powstańców porównując Opalenicę i Wolsztyn: „…przyjechałem do Opalenicy. Tutaj Rada Robotniczo-Żołnierska składała się tylko z Polaków, wszystko odbywało się po polsku, wszędzie słyszało się mowę polską. Przesiadłem się do pociągu na Wolsztyn. W Wolsztynie był już inny obraz. Mowa niemiecka – jak dawniej. Rada składała się mniej więcej w dwóch trzecich z Niemców i jednej trzeciej z Polaków. Urzędowała ona naprzeciw dworca, w mleczarni. Zamiast utrzymywać porządek, urządzała rewizje w każdym pociągu i konfiskowała wszystko, co było jadalne i do picia, a przede wszystkim wódkę, gęsi, kury, masło i wyroby mięsne. Kobiety jechały na wioski, żeby dla dzieci coś przywieźć, bo było jeszcze mało żywności. W mleczarni smażyli, gotowali, jedli i pili, kobiety płakały, kłóciły się, ale to nic nie pomogło – mieli karabiny i władzę. W mieście nic się nie zmieniło…”.
Aby zrozumieć tę sytuacje spójrzmy ponownie na tabele…

 

Piątek, 6 grudnia 1918 roku

 

Polski Sejm Dzielnicowy wybrał  ze swego grona 80-osobową Naczelną Radę Ludową, która już 6 grudnia wyłoniła prezydium, obok niego powstał organ wykonawczy – Komisariat, w jego skład weszli: ks. Stanisław Adamski, Władysław Seyda – reprezentujący Wielkopolskę, Wojciech Korfanty, Józef Rymer ze Śląska, Stefan Łaszewski – jako przedstawiciel Pomorza Gdańskiego i Adam Poszwiński z Kujaw.
Olbrzymi autorytet, jaki posiadał wśród Polaków w Wielkopolsce, Sejm Dzielnicowy w całości przeszedł na Komisariat NRL, który dzięki temu stał się realnym przedstawicielstwem mniejszości polskiej. Prowadził on politykę pokojowego oderwania Wielkopolski od Niemiec na mocy postanowień przyszłego Kongresu Pokojowego. Tak wiec, mimo że nieoficjalnie popierano przygotowania do zbrojnej rozgrywki, to jednak odpowiedzialność, jaka ciążyła na komisarzach spowodowała, że w obliczu powstania, które stało się faktem jeszcze przez kilka dni nie zdecydowali się oni na oficjalne objecie przywództwa nad tym ruchem.


Komisarze Naczelnej Rady Ludowej: 1. Władysław Seyda, 2. Wojciech Korfanty, 3. Ksiądz Stanisław Adamski.
Źródło: Dziennik polskiego sejmu dzielnicowego.

 

Wróćmy jeszcze na chwilę do rozejmu z 11 listopada. W jednym z punktów przewidywał on natychmiastowe oczyszczenie przez wojska niemieckie terytorium Belgi, Francji, Luxemburga, jak również Alzacji i Lotaryngii. Armia niemiecka otrzymała na to 15 dni. W ciągi 31 dni miały być ewakuowane tereny na lewym brzegu Renu – teren ten przechodził pod okupacje wojsk koalicji. Na wspomnianych terenach przebywała olbrzymia ilość wojsk niemieckich – cała armia niemiecka na zachodzie przebywała poza terenem Niemiec sprzed wojny, rozpoczął się więc paniczny odwrót.
Przytoczmy w tym miejscy wspomnienia jednego z późniejszych powstańców wielkopolskich, pisze on: „… Zapakowałem rzeczy i udałem się na dworzec. Dowiaduję się że pociągi w stronę Berlina odchodzą co godzinę. Chciałem jechać wygodnie i wykupiłem bilet drugiej klasy. Pociąg przyszedł co do minuty, ale dostać się do niego było wykluczone. Był tak przepełniony żołnierzami z frontu, że mowy nie było, żeby cywil się do pociągu wcisnął. Oblepiony był ze wszystkich stron: na dachach, stopniach, zderzakach, nawet na lokomotywie siedzieli żołnierze. Co godzinę przychodził pociąg ale wszystkie były przepełnione. Już ciemno się zrobiło w jednym wagonie zauważyłem wolny ustęp, wydusiłem szyba i wszedłem oknem. Tak dostałem się do Berlina. Od żołnierzy dowiedziałem się dlaczego są tak przepełnione. Na granicy francusko – niemieckiej czekają tysiące żołnierzy na odjazd. Z każdą godziną przybywa ich coraz więcej, bo Francja postawiła warunek, że wojska niemieckie muszą dziennie tyle a tyle kilometrów wycofać się z Francji. Kto nie opuści terenu będzie brany do niewoli. Niemcy uciekali, jak tylko mogli, przeważnie pieszo żeby się dostać na swój teren. Brudni nieogoleni, obdarci, zrezygnowani, jechali do domu. Na każdej stacji jacyś żołnierze wysiadali, w pociągu zrobiło się coraz luźniej, tak że przed Berlinem było można się trochę poruszać. Pod ławkami leżało pełno różnego rodzaju krótkiej  broni, żołnierze rzucali, mówiąc: „Co nam po tym, wojny już mamy dosyć”. Na peronach kręcili się żołnierze z opaskami Rad Robotniczo Żołnierskich, nic nie mówili, tylko wyciągali spod ławek broń...”
Właśnie tak wyglądało podróżowanie koleją dokładnie przed dziewięćdziesięciu laty. W kierunku Wolsztyna w takich  właśnie warunkach wracali wcieleni do armii niemieckiej mieszkańcy miasta - Polacy; przyszli powstańcy wielkopolscy. Za kilka dni dotrą w zwartej grupie do miasta.

 


Wtorek - czwartek, 3 – 5  grudnia 1918 roku

Nadszedł dzień rozpoczęcia obrad Polskiego Sejmu Dzielnicowego. Do 1 grudnia wybranych zostało 1399 delegatów, z których 526 reprezentowało Wielkopolskę ( 16 z powiatu babimojskiego), 262 Prusy Królewskie, 47 Warmię i Mazury, 431 Śląsk, oraz 133 skupiska polonii w Niemczech. Sejm obradował w Poznaniu w dniach od 3 do 5 grudnia 1918 roku, podczas tych paru dni ulice zostały ozdobione polskimi barwami narodowymi, na ulicach przeważały rozmowy w języku polskim. Porządek pierwszego dnia przewidywał Mszę Świętą, podczas której kazanie wygłosił ksiądz prałat Stychel, następnie uroczystym pochodem delegaci dotarli do sali obrad, które otworzył przemówieniem poseł Władysław Seyda, złożył w nim sprawozdanie z dotychczasowej działalności Tymczasowego Komisariatu NRL. Następnie obrady rozpoczęły poszczególne komisje. Owocem trzydniowych obrad były uchwały i rezolucje przyjęte w myśl referatów ks. Adamskiego i Seydy. W jednej z nich czytamy: „Przedstawiciele czterech milionów Polaków z Poznańskiego, Śląska, Prus Zachodnich, Pomorza, Warmii, Mazowsza Pruskiego i wychodztwa osiadłego w Niemczech, wybrani na podstawie powszechnych wyborów bez różnicy płci, zebrali się w Poznaniu na sejmie Dzielnicowym w dniach 3, 4, 5 grudnia, żeby dać wyraz swym dążeniom narodowym, skierowanym do odbudowania wolnej, niepodległej, zjednoczonej Polski. Państwa koalicyjne odnosiły się w ciągu wojny do narodu polskiego nie tylko przyjaźnie, ale odbudowę wolnej zjednoczonej Polski włączyły do swych celów wojennych, widząc w tym jedną z koniecznych rękojmi skutecznego pogłębienia militaryzmu pruskiego i utrwalenia sprawiedliwego pokoju. W chwili obecnej, kiedy nastąpić ma likwidacja straszliwej wojny, a państwa koalicyjne stanęły u celu swych zamierzeń, wnosimy: a) żeby naprawiona została wiekowa krzywda rozbiorów Polski przez zwrócenie Państwu Polskiemu tych ziem, które do niego należały przed rozbiorami, dokonanymi gwałtem zaborczych autokratów ościennych, a które obejmują także własne wybrzeże morskie, b) żeby w myśl zasad prezydenta Wilsona oraz uchwał koalicjantów w Wersalu - z państwem polskim złączyły się dzielnice byłego Królestwa Pruskiego, w których mieszka od wieków ludność polska. (…) Gdyby wobec tego nie przyznano Polsce prawa do wszystkich odwiecznych siedzib ludu polskiego, w różnych czasach od Polski oderwanych ziem, byłoby to nie tylko zatwierdzeniem rozbiorów, ale także uświęceniem polityki bezprawia i gwałtu, jakich się na ludności polskiej celem zupełnego jej wytępienia dopuszczano” .
Widzimy więc że po raz kolejny oficjalnie sformułowano cel jakim było przyłączenie Wielkopolski do macierzy, póki co, za pośrednictwem rozwiązań politycznych. Tymczasem zbieranie broni i materiałów wojennych przez Polaków trwało właściwie od początku wojny. Broń ta niejednokrotnie była wykradana, z nie pilnowanych już tak dokładnie jak kiedyś, magazynów pruskiego wojska, lądowała w stodołach pod sianem, pod podłogą, na strychach i wyczekiwała na moment kiedy będzie można wyjść z karabinem w ręku przeciw zaborcy.

Pochód delegatów na Polski Sejm Dzielnicowy, 3 grudnia 1918 roku. Stary Rynek – Poznań.
Źródło: Antoni Czubiński, Powstanie Wielkopolskie. Geneza, charakter, znaczenie.


Poniedziałek, 2 grudnia 1918

Sytuacja w Wielkopolsce cały czas się zaostrzała. Przed dziewięćdziesięciu laty dobiegły już końca wybory delegatów na Sejm Dzielnicowy. Powstało w ten sposób przedstawicielstwo całej polskiej ludności tego terenu. Nazajutrz mają się zacząć planowane od dawna obrady Polskiego Sejmu Dzielnicowego w Poznaniu. Ukształtowała się już też sieć Polskich Rad Ludowych. Oczywiście nie próżnowali też Niemcy. Poza wspomnianym już powołaniem jednostek wojskowych do „strzeżenia” spokoju i granic, a właściwie do przyszłej walki z polską irredentą, której się spodziewano, następowała mobilizacja w sferze politycznej. Wystarczy przejrzeć gazety z tego okresu żeby się przekonać, że lada chwila nastąpi jakieś przełomowe wydarzenie… być może strajk, bunt, ogłoszenie przez Sejm Dzielnicowy przyłączenie do niepodległej już od kilku tygodni Polski, albo powstanie… nikt oczywiście nie wiedział jak potoczą się dalsze wydarzenia polityczne. Póki co w mieście panował spokój nadal na froncie pozostawała większość młodzieży w wieku poborowym obu narodowości. Dyskusje w polskim domach i restauracjach trwały; nikt nie wiedział co przyniesie kolejny dzień…
Tego dnia przed dziewięćdziesięciu laty w Wolsztynie odbył się zjazd niemieckich Rad Ludowych. Podczas tego zjazdu agitowano za pozostawieniem powiatu babimojskiego w granicach Prus. Zbierano podpisy pod tym apelem we wsiach olederskich, zamieszkałych przez niemieckich kolonistów. Można więc domniemywać, że nastroje wśród Niemców, były pełne obawy co do przynależności państwowej tego terenu.
Wielkopolska wkraczała w ostatni miesiąc roku 1918, kto mógł się domyślać że dokładnie za miesiąc, 2 stycznia 1919 roku, do Grodziska Wielkopolskiego przyjedzie z Poznania podporucznik Kazimierz Zenkteler, przewodniczący Powiatowej Rady Ludowej, i dowódca trwającego już powstania na tym terenie… Tego samego dnia z Wolsztyna wyruszył w kierunku Rakoniewic oddział niemiecki... Do powstania zostało 25 dni… 


Niedziela, 24 listopada 1918 roku

Tego dnia przed dziewięćdziesięciu laty w Wolsztynie wieczorem po mszy świętej we Farze, odbył się wielki wiec ludności polskiej w ogrodzie wokół strzelnicy (jest to istniejący do dziś budynek przy ulicy Krętej, obok bazy autobusowej). Wzięło w nim udział kilka tysięcy osób, którym przewodniczył ksiądz Leopold Zygarłowski – proboszcz wolsztyński. Podczas tej manifestacji wybrano (w głosowaniu jawnym) delegatów powiatu babimojskiego na Sejm Dzielnicowy, przyjęto też rezolucje wyrażającą pragnienia zebranych, czytamy w niej: „My Polacy zamieszkali na kresach Księstwa, na prastarej ziemi nadobrzańskiej, zgromadzeni dziś w Wolsztynie, oświadczamy uroczyście, że mimo wiekowej niewoli, mimo podłych zapędów germanizacyjnych rządu pruskiego, czujemy się Polakami do szpiku kości, czujemy się dziećmi 25-milionowego narodu. Żądamy stanowczo, by nas przyłączono do Wolnej Zjednoczonej Polski”. Na koniec zebrania odśpiewano pieśń „Jeszcze Polska nie zginęła”.
Delegatami całego powiatu babimojskiego zostali: Stanisław Tundak – Wolsztyn, Jan Stróżek – Adolfowo, ks. Józef Zalewski – Przemęt, Benedykt Józefowski – Olejnica, Piotr Marciniak – Starkowo, Melchior Dukata – Hamry, Witalis Skibiński – Wolsztyn, Franciszek Przymuszała – Rakoniewice, Jan Jok – Rakoniewice, F. Bednarkiewicz Nowe Kramsko, Jan Wajman Podmokle Wielkie, Tomasz Antkowiak – Wolsztyn, Stefan Stachowski – Wioska, Stanisław Michalski – Nieboża, M. Korzeniowski – Chobienice, Jerzy Kapcy – Tuchorza.
Formalnie zatwierdzona została przez zgromadzona ludność wolsztyńska Rada Ludowa. Cele, jakie przed tymi organami postawił Komisariat Naczelnej Rady Ludowej to: czuwanie nad utrzymaniem ładu, porządku oraz bezpieczeństwem publicznym, współdziałanie z radami robotników i żołnierzy, tam gdzie one istnieją, współpraca z dotychczasowymi władzami w zakresie prac publicznych, oraz opieka nad żołnierzami i osobami powracającymi z wojska, jak również przejeżdżającymi przez powiat.


Piątek, 22 listopada 1918 roku

Tego dnia w Wolsztynie wybrano tymczasowy skład Polskiej Rady Ludowej, oraz „mężów zaufania” mających czuwać nad czynnościami niemieckich urzędników. Niestety nie ma dokładniejszych informacji w jakim składzie ta polska rada działała.
Tymczasem do Rady Żołnierskiej, która powstała 13 listopada,  dzięki działaniom wolsztynianina Buszkiewicza, dołączyło czterech  Polaków, poza wspomnianym Buszkiewczem byli to: Franciszek Ceglarek, J. Barski i Piotrowski; stanowili oni odtąd połowę członków rady. Zamysł był taki, aby Polacy za pośrednictwem swych przedstawicieli w radzie kontrolowali urzędników niemieckich w mieście. To się jednak nie udało, wobec twardej postawy niemieckiej administracji, sukcesem była kontrola pracy samej rady i torpedowanie pomysłów wrogich wobec mniejszości polskiej, oraz co się okazało szczególnie ważne; dostęp do broni którą dysponowała rada.
Przez ostatni tydzień trwały w całej okolicy spotkania czołowych przedstawicieli ludności polskiej, ustalano dalsze działania i na bieżąco zbierano sytuacje z całej Wielkopolski. Przed dwoma dniami – 20 listopada w Przemęcie odbył się wiec ludności polskiej na którym wybrano, wedle apelu o którym wspominaliśmy 14 listopada, przedstawicieli najbliższej okolicy na Sejm Dzielnicowy.
Głównymi postaciami ruchu niepodległościowego w naszym mieście byli m. in. księża Leopold Zygarłowski i Alfons Graszyński, oraz panowie: Stanisław Tundak – kupiec zbożowy i Witalis Skibiński – prezes powołanego w połowie października 1918 roku Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Wolsztynie. Wyczekiwano niedzieli, na którą zaplanowany był wielki wiec ludności polskiej.


Piątek, 15 listopada 1918 roku 

Kolejny dzień po zawieszeniu broni. Na terenie całej Wielkopolski powstaje sieć rad robotników i żołnierzy, równocześnie ujawniły się polskie Komitety Obywatelskie, które z czasem zmieniając nazwę na Rady Ludowe, stają się przedstawicielstwem ludności polskiej wobec administracji pruskiej. Również Niemcy rozpoczęli polityczną mobilizację. Mimo iż rozejm w Compiègne nie przewidywał oddania Polsce Wielkopolski i Pomorza, to jednak rozwój wydarzeń budził niepokój  po stronie niemieckiej. Cały czas odbywały się rozmowy pomiędzy rządem berlińskim, a przedstawicielami Polaków w Wielkopolsce. Rząd starał się z jednej strony nadal zapewnić napływające z Poznańskiego zaopatrzenie dla Berlina z drugiej, mimo załamania władzy cywilnej i wojskowej, próbowano znaleźć sposób na ujarzmienie społeczeństwa polskiego, które dążyło do niepodległości. W Niemczech kolportowano różne hasła antypolskie, prasa zamieszczała alarmujące informacje o rzekomych prześladowaniach Niemców w Wielkopolsce. W ten sposób po okresie wojny kiedy hasła nacjonalistyczne i antypolskie zeszły na drugi plan, a Polak – rekrut armii cesarskiej - był dla machiny wojennej najważniejszy,  ponownie do głosu dochodzili przedstawiciele organizacji antypolskich. W ten sposób na podatny grunt trafiło wezwanie do tworzenia ochotniczych oddziałów wojskowych przeznaczonych do ochrony porządku w Wielkopolsce, oraz granic z Królestwem Polskim. Niemcy rozumieli, że władzę w Wielkopolsce utrzymają jedynie siłą militarną. Dziewięćdziesiąt lat temu 15 listopada koła wojskowe w Rzeszy Niemieckiej spowodowały powołanie do życia Komendy Naczelnej Armii „Heimatschutz-Ost” (Ochrony Ojczyzny na Wschodzie). Powołano też „Grenzschutz”( Ochrona/Straż Graniczna), która pierwotnie miała przyjmować do swoich szeregów również oddziały polskie. Jak się później okaże oddziały te stanowiły główną siłę militarną z jaką przyjdzie się zmierzyć powstańcom na naszym terenie. Dodajmy, że na kilka dni przed bitwą o Wolsztyn, do miasta wkroczył i odegrał dużą role w walce batalion Heimatschutz`u. 


Czwartek 14 listopada 1918 roku

Tego dnia dziewięćdziesiąt lat temu ukazała się podpisana przez członków tymczasowego Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej; księdza Stanisława Adamskiego, Wojciecha Korfantego i Adama Poszwińskiego; odezwa zapowiadająca zwołanie Sejmu Dzielnicowego. Wezwano też do wyboru delegatów – posłów na ten sejm. Apel ten dotarł również do Wolsztyna. Za kilka dni dowiemy się jakie wyniki miało głosowanie, kto zostanie delegatem z powiatu babimojskiego na sejm, oraz jak przebiegało samo głosowanie.
Prezentujemy poniżej fragment tego apelu:


Źródło: Dziennik Polskiego Sejmu Dzielnicowego w grudniu 1918r.


 Środa, 13 listopada 1918 roku

Pod wpływem sytuacji politycznej w Niemczech na całym terenie państwa zaczynają powstawać Rady Robotniczo – Żołnierskie. Przed dziewięćdziesięciu laty taka właśnie rada powstała w Wolsztynie, jednak z inicjatywą w tej sprawie wyszli żołnierze narodowości niemieckiej powracający z frontu. Oni też mieli w niej przewagę. Jej siedzibą był nieistniejący już dziś budynek mleczarni przy ulicy dworcowej położony naprzeciw dworca kolejowego (obecnie sklep), przewodniczył jej major von Kusserow – szef niemieckiej Komendy Uzupełnień „Bezirks-Komando”. Było to analogiczne stanowisko do dzisiejszego szefa WKU w Nowym Tomyślu.

Podpis: Budynek mleczarni naprzeciw dworca kolejowego, to właśnie tu siedzibę miała Rada Robotniczo-Żołnierska.
Źródło: Głos Wolsztyński 


 Poniedziałek, 11 listopada 1918 roku

Od czterech lat Europa przedzielona jest liniami okopów otaczającymi państwa centralne, na froncie trwa rzeź żołnierzy, ofiary liczone są w miliony istnień ludzkich. Do dziś w kościołach Wniebowstąpienia Pańskiego i w Farnym umieszczone są pamiątkowe tablice z nazwiskami wielu poległych żołnierzy z wolsztyńskich parafii podczas Wielkiej Wojny. Olbrzymie obszary zamieniły się w ruinę, trwa rabunkowa gospodarka władz wojskowych, wiele fabryk jest ogołoconych z całości sprzętu, z kościelnych wież ściągane są dzwony (również z wolsztyńskiej Fary 24 czerwca 1917 roku zdjęto zabytkowe dzwony), które stanowiły cenny surowiec do produkcji broni. Na tyłach frontu panuje coraz większy głód, społeczeństwo jest na skraju wyczerpania. Po czterech latach wojny państwa centralne stoją na skraju upadku. Armia niemiecka nie jest już w stanie wykonać jakiejkolwiek ofensywy i schodzi do obrony przed wojskami Koalicji, wspieranymi przez świeżo przybyłe oddziały ze Stanów Zjednoczonych.
    Już w pierwszych dniach listopada 1918 roku w Paryżu rozpoczęły się rozmowy na temat zawieszenia broni. Punktem wyjścia do rozmów było tzw. „14 punktów Wilsona”, przedstawione 8 stycznia 1918 roku przez prezydenta USA w orędziu do Kongresu. Punkt trzynasty przewidywał: „Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkałe przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować paktem międzynarodowym”.
    Przed dziewięćdziesięciu laty, osiemdziesiąt kilometrów na północny wschód od Paryża w wagonie kolejowym na małej stacyjce kolejowej w Rethondes w pobliżu lasku Compiegne, podpisano narzucone przedstawicielowi Niemiec  zawieszenie broni. Na wszystkich frontach pierwszej wojny światowej umilkły strzały. Świat cieszył się z zakończenia największego wówczas w dziejach konfliktu zbrojnego. W wielu stolicach zachodniej Europy ludzie wiwatowali na cześć zwycięskiej Koalicji. Państwo niemieckie ogarniała fala rewolucji która obaliła wszystkie dwory panujące w Rzeszy. W Warszawie tego dnia z rąk Rady Regencyjnej władzę nad wojskiem przejął Józef Piłsudzki – po 123 latach od ostatniego rozbioru, Polska powstawała jako wolne i niepodległe państwo.
    Niestety, rozejm w Compiègne przewidywał tylko ewakuacje terenów okupowanych przez wojska niemieckie, a więc powrót do stanu z 1 sierpnia 1914 roku, czyli sprzed wybuchu wojny. Oznaczało to, że ziemie zaboru pruskiego nadal, przynajmniej do postanowień konferencji pokojowej, pozostaną w granicach państwa zaborczego, już sam ten fakt rodził sprzeciw, jako kolejne potwierdzenie przez społeczność międzynarodową rozbiorów Polski.
Tymczasem w Niemczech coraz szersze kręgi zataczała rewolucja, obejmowała ona coraz dalsze tereny Niemiec, w tych dniach upadły wszystkie niemieckie dynastie, cesarz Wilhelm II Hohenzollern schronił się do Kwatery Głównej, jednak nawet i tam, wśród pruskiej kadry oficerskiej nie znalazł obrony, zgłaszając abdykację, zwrócił się więc o azyl w Holandii. W Niemczech ukształtowała się dwuwładza. Z jednej strony powstawał gabinet przywódcy socjaldemokratów Fryderyka Eberta, z drugiej powstawały Rady Robotników i Żołnierzy. W okresie tych zaburzeń i niepewności, swoją szansę dziejową, aby w swe ręce przejąć inicjatywę i spowodować oderwanie prowincji od znienawidzonego państwa pruskiego otrzymali Polacy zamieszkujący Wielkopolskę. Droga ku Powstaniu wkroczyła w decydujący etap…


Obrazek: Pocztówka wolsztyńskiego rynku: „WOLLSTEIN (Pos.) Marktplatz mit Rathaus. Im Hintergrunde Schloss park u. See. Rok 1909.

Jak długo jeszcze pruski czarny orzeł będzie symbolem władzy zaborczej na szczycie wolsztyńskiego ratusza?

Pocztówka ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Wolsztynie.

Opracował Tomasz Opaska


 

«« Powrót    dodaj do facebooka   dodaj do śledzika  
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

 

WYSZUKIWARKA